I znów można próbować przypominać sobie, jak się oddycha; jak to jest, kiedy nie trzeba biec. Choćby trwało to krótką chwilę...
Ja wykorzystuję coś, czemu zawsze oddaję się bez pamięci. Muzykę. Żywą, na wyciągnięcie ręki, prawdziwą. Właśnie zakończył się Halfway Festival. Mnóstwo rozmów z Artystami, mnóstwo niezapomnianych chwil. "You're a great hugger." z ust SoKo czy najsłodsza kradzież długopisu przez Emilianę Torrini to tylko pierwiastki uroczych momentów. Widok tych utalentowanych, nieskomercjalizowanych, ukochanych Muzyków, tak spokojnie przechadzających się uliczkami Białegostoku (który na te trzy dni stał się niepowtarzalną stolicą indie i szeroko pojętej alternatywy); Sóley, SoKo, Emiliany gawędzących, siedzących na trawie, nigdzie się nieśpieszących, próbujących poznać publiczność i siebie nawzajem. Inspirować się, czerpać. Bezmiar przeszywających nut, talentu, bezmiar zaskoczenia, łez na scenie i wśród publiczności, bezmiar prawdy i piękna. Słowa są niewystarczające, by choć trochę opisać ten cudownie kameralny świat.
A teraz szybkie pakowanie i czas zacząć Open'er. I nie przestawać oddychać. I nie przestawać się wzruszać.
Zatraćmy się w tym, co kochamy. Żeby serce zaczęło bić mocno, żeby krew krążyła szybciej, żeby pozostały wspomnienia, których nie sposób zapomnieć i które, w razie potrzeby, ukoją każdy zakamarek duszy. Szczególnie w powakacyjnej przyszłości...